No to start

No to start

Zaczynam nowe życie. Nie no, bez przesady. Ale coś nowego – tylko nie wiem jak to nazwać. Śmieję się w duchu, że tak długo powstrzymywałem się z decyzją, żeby zrobić tego hm…olaboga! bloga. Śmieję się, bo zdecydowałem się dopiero, gdy uzyskałem na to…licencję. Licencję na pisanie. Bo pisaniem też można kogoś zranić – tak jak bronią – czy uleczyć – tak jak tabletkami. Dlatego uważam, że potrzebne i wskazane jest takową licencję posiadać.

Może nie tylko samo uzyskanie licencji ma tutaj znaczenie, ale i większa ilość czasu. Toć to wakacje teraz mam. Ale i bezrobocie. Taki ten paradoks studiów. A raczej końca studiów. Że cieszy się człowiek, że bezrobotnym został. Ale przynajmniej dyplom ma i w jakiejś to ankiecie już może sobie wykształcenie zaznaczać jako „wyższe”.

Wakacje zasadniczo z jednej strony oznaczają tą „większą ilość czasu”, ale jak się wcześniej studiowało dziennikarstwo, to raczej wielkiej różnicy nie ma. Bo tak, jak powiedział śp. Paweł Zarzeczny – prawdziwy i dobry dziennikarz wakacje ma całe życie.

Mam tylko nadzieję, że ten projekt (tym słowem określa się obecnie chyba wszystko – tak bardzo smucił się tym faktem Artur Andrus podczas spotkania ze mną) nie będzie tylko jednowakacyjną efemerydą. Że utrzyma się na dłużej. Nie tylko dzięki moim chęciom i zdolnościom, ale i dzięki Wam. Bo mimo że pisać będę to ja, to współtworzyć będziecie to razem ze mną. Liczę na to, że pobawicie się tą jakże wspaniałą formą, jaką jest felieton razem ze mną.

Nudno nie będzie.

Dlatego już nie przedłużam na samym wstępie projektu.

I idę wypełniać ankiety.